Jeden z najgorszych dni w moim życiu. Tata był o neurologa z wynikami z tomografu - jest źle. Są zmiany na dru żebrach i mostku - pytanie, czy nowotworowe, czy nie (np. osteoporoza), jeśli nowotworowe, to czy złośliwe, czy nie, a także czy pierwotne, czy przerzutowe. Koszmar.
Żyła nasza rodzinka szczęśliwie, bez, praktycznie żadnych chorób, od co najmniej Tatowej choroby (zapalenie żył w nogacvh) z początku lat 70tych, dobre 40 lat. I może być szlus.
Nie umiem tego ogarną, martwię się bardzo, a jednocześnie , perwersyjnie, zaczynam mysleć o najgorszym, może żeby się niejako przygotować mentalnie..
Cięzko mi wczoraj było nie płakać - chyba Tata jest jedyny, który do sprawy podchodzi z werwą, niejakich humorem i bez histerii.
Nie chce mi się nic więcej pisać - bo nic więcej nie ma znaczenia.Odpisałem w pracy list do Moniki, porobiłem trochę angola, napisałem opinię dla Dzierżanowskiej...co mnie to wszystko w sumie obchodzi...
Źle spałem, wieczorem, w nagrodę dla Ani (została laureatką swego konkursu geograficznego - ma tzw "paszport licealisty" - prawie bez egzaminów wstęp do ogólniaka - brawo) oglądaliśmy kolejnego Pottera, zasnąłem na ponad godzinę, a potem w nocy nie mogłem spać.
Dorosłość to piekło, napisał kiedyś Lovecraft. Ma rację.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz