czwartek, 13 marca 2014

Środa

Tak mnie niesprawiedliwy wyrok sądu zdenerwował, że aż nie mogłem chwili dospać, i, mimo tego, że pozwoliliśmy Ani dzień w domu posiedzieć celem podleczenia kataru (a tym samym porannej pobudki nie było) i tak się ok. 6.00 obudziłem. A zasnąłem uprzedniego wieczora, usiłując obejrzeć Shock - film  z Vincentem Price z 1946 roku, też blisko o 3.00. Zatem dwa dni spania po 3 godziny na dobę. Nieźle...
W pracy typowy, nudnawy dzień, nieco na fajki powychodziłem, tradycyjny obiad w tradycyjnym gronie (bardzo smaczny karczek w sosie angielskim), jakieś opinie, telefony, spotkania...Głównie pisałem "umowę o świadczenie usług" dla Wojtka. Luckily wpadłem na myśl, by jej kształt oprzeć o umowę konsultingowo/prawniczą SKS i ,pomimo tego, że prawie wszystko trzeba było zmieniać, jakieś takie coś się jednak urodziło.
Zrobiłem również test z angola, co dostałem o lektorki. Łatwiejszy się wydawał od tych z "Vince"a, które mnie wczoraj tak rozłożyły wieczorem, no, ale nie mam klucza do niego, to się końcowo może okazać, że też go położyłem.
W samochodzie gra DIMMU BORGIR - Death Cult Armageddon. Dimmu to Dimmu, przystępne (jak na black metal), brzmienie, patenty, melodie, orkiestrowy rozmach, banał, puste fragmenty muzyki, bez ukształtowanego wątku...przeciętnizna generalnie, co jakiś czas przecinana bardziej udanym fragmentem.
Wieczorem, po powrocie do domu wysłuchałem całego CARPATHIANT FOREST - Strange Old Brew. Hm, z każdym słuchaniem kiepściejsze. O ile na początku lecą takie 2, 3 udane kawałki (zwłaszcza chwytliwe jest takie blackowe boogie - Mask Of The Slave), ale im dalej, tym gorzej. W cięższych kawałkach brak pomysłu na dobrą muzę, tylko łomot, za to te pisane przez Nordavinda jawią mi się black metalową grafomanią. Plumkanie bez sensu i urody, jakieś, kurka, saksofony, obrzydliwe odgłosy....bueeee, lichutkie 3/5 daję.
W telewizji mecze Ligi Mistrzów, ale w zasadzie mnie nie interesują. Borussia gra za tydzień, jak się nie będę bał, to obejrzę.
Wciąż żrę dużo za dużo. Obiecuję sobie, że po powrocie do domu nic a nic, no, szklaneczka może mleka, a kończy się dzikim żarciem mięcha i chleba. Nie dziwota, że wciąż ważę 85 kg, i gębę mam pogrubiałą. Jeśli chcę nieco odmłodnieć wizualnie, jedyna szansa, to te 5 - 8 kg zrzucić. No, ale to trzeba więcej samodyscypliny.
Po kąpieli wieczorne oglądanie - kolejny odcinek "Gry O Tron"(Agusiek znowu przysnął). No i faktycznie - bardzo wyraźny zjazd ! Wleką się te odcinki coraz ślamazarniej, wątki coraz mniej interesujące, jakoś tak paskudnie i brudno wokoło ( a bez dynamicznej akcji) - opowieść grzęźnie podobnie, jak (jak mi mówiła Agata) książka.
Doczytałem "Zaćmienie Słońca" Brzezińskiej. Jak byłem nieprzekonany, tak jestem. Pisać to pani pisarka potrafi, ale historia rozwleczona nad wszelką miarę, dość banalna i zupełnie nieinteresująca, a to źle. Jakieś inne opowiadania chętnie bym jeszcze przeczytał, ale szału nie ma.
Zasnąłem wpół słowa, nawet bez gumowca na zęby przemkowego, zatem wpis muszę, po raz kolejny pisać next day morning.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz