Jak było mówione, dzisiaj wyjechaliśmy do Zakopca na pożegnanie sezonu narciarskiego. Po raz pierwszy od..ho,ho, nastu już lat nie Krynica, a Zakopane zostało wybrane na końcowe jazdy. Powody są dwa :
1. brak śniegu w Krynicy,
2. zamknięty "Pan Tadeusz".
No, i to są powody W Pełni Wystarczające.
Rano krótkie pakowanie (zawsze się krótko pakuję, a potem patrzę, czego zapomniałem. Tym razem padło na koszulę, w której chciałem wychodzić wieczorami na Krupówki. Nic to, będę chodził w koszulce termoaktywnej...), narty na dach i gdzieś tak po 10. Ruszyliśmy. W drodze, ku memu utrapieniu najpierw słuchamy piosenek z Bonda (setny raz...) i cholernego "Made in France" (sto pierwszy). Do nowej Lady Gagi dopchałem się dopiero pod koniec drogi ale taka denna, że po czterech numerach zmieniłem na świetny "Cannibal" Keshy.
Droga spokojna, na wysokości Poronina zatrzymaliśmy się w lokalu "u Gazdy" - ja flaki, Aga żurek, Ania frytki z serem, no i koło 13.30 zatrzymaliśmy się w Hotelu "Patria".
Pokój mamy nowy, inny niż w grudniu, mnie się nawet bardziej podoba, bo więcej miejsca.
Po 14.0 my z Agą pojechaliśmy na Polanę Szymoszkową (Anka została, jak powiedziała, "popatrzeć na Tatry". Ciekawe, od kiedy jej iPad nazywa się "Tatry"...).
Ludzi prawie nie było, ale warunki dość ciężkie. Śnieg ciapraty, pomuldzony (ale tak na miękko, jak to sztuczny), wywrotny. Jak przejdziesz mocniej na kanty, to Cię rwie, a nartami ciepie, jak bardziej płasko, to z kolei taki tępy ślizg z tego wychodzi...no, ale w sumie tak gdzieś do 17.00 pojeździliśmy, nawet nieco się zjeździwszy (no bo warunki takie w sam raz do ciężkiej gimnastyki). Komentowaliśmy to oboje z Agatą, żeśmy jeszcze tak tej zimy nie naharowali na nartach.
Nieco zmęczenia w mięśniach i spory haust świeżego powietrza wystarczyły (z mała pomocą kusztyczka Soplicy Wiśniowej) do krótkiej drzemki, po niej zaś zebraliśmy się i pobiegli na Krupówki do "Dobrej Kaszy Naszej" na kolację.
Ja tym razem miałem karmelizowane jabłka z kiełbasą, Ania szynkę z jajkiem sadzonym, Aga zaś kurczaka curry. Moje i Ani perfekt, Agi trochę mniej (bo to curry do kaszy nie sawsiom pasuje).
Wracamy, wieczorkiem jeszcze po dziobie wisniówy, odcinek "Czterech Pancernych" i możemy spać. Jutro kolejny dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz