No i po trzech dniach pierwszy kryzys. Wczoraj wieczorem miast zapisać kolejny dzień runąłem w objęcia Morfeusza i teraz jestem wpis do tyłu...ale po kolei.
Rankiem, zgodnie z przewidywaniami Agi Aniowy ból gardła przeszedł w katar. Zatem po śniadaniu (lekkim, uznałem że wieczorne sensacje trawienne mogą być dobrym punktem wyjścia do Rozsądnego Odżywiania Się), jajeczko sadzone, gomułka twarogu i kromka razowca (bez kawy), ponownie udaliśmy się do Jurgowa.
Tutaj jednak czekała nas niemiła niespodzianka. Nie tylko nie otwarli już w sobotę wyłączonej trasy nr 3 (zawody), to jeszcze zamknęli sporą część trasy 1 (zawody, cholera, geodetów z Pilska...). Biorąc pod uwagę fakt, że ze względu na kiepski śnieg zamknięta została także czarna trasa nr 2 (wszystkich rozsądnych tras w Jurgowie jest 3), no, to nie było za bardzo po czym jeździć.
No i fakt, muldy po kolana, zjeżdżających sporo (no bo tylko część jednej trasy była otwarta) a i wczorajsza euforia narciarska gdzieś prysła (znacznie gorsze technicznie jeżdżenie, zbyt mocno na tyłach znowu) spowodowały, że frajdy dużo mniej.
W sumie najlepiej się jeździło na tej zamkniętej czarnej dwójce, bośmy, podobnie jak niektórzy inni desperaci, przełazili pod siatką zamykająca i gnali w dół, mimo przetarć i wykamienień. Na górze strzeliliśmy sobie po oscypku z żurawiną. Przepyszne !
Szczęśliwie tylko dwie godziny mieliśmy, tośmy się nie wynudzili nadto i szybko wrócili do Zakopca. Jako, że niedziela, zajechaliśmy do kaplicy na Jaszczurówkę pomodlić się (pod drodze zaczęliśmy słuchać XIII Stoleti Nosferatu), a potem do Ani do hotelu i na spacer długi.
Najpierw udaliśmy się pod Wielką Krokiew, potem Ścieżką Pod Reglami do Doliny Białego (piękna, niczym austriackie wąwozy, lochy i klammy), a następnie, szerokim spacerem przez miasto wróciliśmy na obiad do Dobrej Kaszy Naszej (ja się po drodze użarłem, żeby w empiku kupić multiscyzoryk, ale że nie po drodze było, to odpuściłem). Ja tym razem Ostrą Marchewkę z Imbirem (pyszna, choć nie ostra), Aga Kiełbaski z Jabłkami, a Ania Brokuły z Kukurydzą. Bardzo smacznie, całkiem niedrogo (w sumie 70 zł z dwoma piwami i dwoma herbatami).
Powrót do hotelu, po kusztyczku góralskiej miodunki i czekamy na drugi odcinek Holmesa. Zdrowo na nim przysypiałem, choć doczekałem końca, no ale zapisać bloga już nie dałem rady, dlatego dziś rano uzupełniam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz